Najnowsze Publikacje

Debata: Efektywność energetyczna - wyjaśnienie sposobu głosowania
Mimo, że Komisja zważywszy skutki rynkowe słusznie wreszcie postawiła na efektywność energetyczną, to raport rozminął się z tym tematem. Potrzebne są obi...
Czytaj Więcej ...
Debata: Efektywność energetyczna
Jak wynika ze sprawozdania, ograniczenia zużycia energii narzucone odgórnie determinują efektywność. To oczywisty błąd. Efektywne użytkowanie ener...
Czytaj Więcej ...
Sesja plenarna - Debata: Normalizacja europejska
Normatywne wymagania dotyczące produktów, usług oraz procesów służą ujednolicaniu produkcji, a więc efektowi skali, a także po...
Czytaj Więcej ...
Wyjaśnienie sposobu głosowania: Umowa między UE a Rosją w sprawie handlu częściami i podzespołami...
UE jest dużym eksporterem do Rosji elementów samochodowych na kwotę rzędu 9 miliardów dolarów. Inwestorzy otwierając w Rosji zakłady ...
Czytaj Więcej ...
Sesja plenarna - Debata: Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrobionymi między UE
Porozumienie ACTA podejmuje trzy ważne kwestie: 1. prawa handlowego do korzystania ze znaku towarowego; 2. praw internaut&oacut...
Czytaj Więcej ...

Dodaj do ulubionych

 
 
 

Biografia

Od Belgii do Belgii

Urodziłem się 17 kwietnia 1938 roku w Belgii, w miejscowości Zwartberg, prowincja Limburg. Zatem, w mojej księdze życia zapisane zostało, jakby się to statystycznie chciało szacować, 70 procent wszystkich stron. Miałem w życiu szczęście być świadkiem wielu historycznych wydarzeń. Również współcześnie, jako poseł do Parlamentu Europejskiego, obserwuję sprawy, które odbijają się na przyszłej historii Polski i całej Europy. Przekroczenie progu wieku 70 lat zachęca do wspomnień i refleksji.

Wojenny czas

Babcia Paulina Koziak
Babcia Paulina Koziak

Przyszedłem na świat w rodzinie polskiego górnika. Ojciec – Edward Gierek, wyemigrował z rodziną za chlebem, z Zagłębia Dąbrowskiego.

Los pozwolił mi zachować wiele wspomnień z II Wojny Światowej. Zapamiętałem, na przykład jak, wraz z ojcem i innymi Polakami (kolonię zamieszkiwali głównie Polacy), witaliśmy zmotoryzowane oddziały armii USA. Pamiętam, jak nagle rozległy się strzały z karabinu maszynowego. To Niemcy strzelali od strony „haidy”, tj. przydrożnego wrzosowiska. Rozpierzchliśmy się w popłochu. Chwilę po tym, nadjeżdżające amerykańskie czołgi zmieniły kierunek i poskromiły ten atak. Nie minęło wiele czasu, gdy znowu tłum wiwatował na cześć wyzwolicieli, którzy prowadzili do niewoli z rękami na karku brudnych, zarośniętych jeńców niemieckich.

Pamiętam wcześniejsze obrazki - Niemców uciekających na rowerach przed ofensywą aliantów. Potem nagle zaczęli wycofywać się zwycięscy Amerykanie: ruszyła bowiem niemiecka ofensywa w Ardenach. Musieliśmy schronić się w piwnicy. Miałem już wtedy młodszego brata, urodzonego w 1942 roku. Ojciec wprawdzie początkowo chciał uciekać, bo bał się, że Niemcy po wejściu do Zwartbergu nie oszczędzą naszej rodziny. Byliśmy zdezorientowani tempem wydarzeń. Pozostaliśmy w piwnicy cztery dni. Obserwowałem przez piwniczne okienko jak na zewnątrz rozgrywała się gwałtowna wojenna burza: błyski i huk wybuchów to się zbliżały, to się oddalały, aż wreszcie nastąpiła cisza.

W Belgii spędziłem pierwsze 9 lat. Potem rodzice wysłali mnie do Zagórza k/Dąbrowy Górniczej w powiecie Będzińskim. Był 1947 rok, zaledwie dwa lata po zakończeniu II Wojny Światowej. Europa była zniszczona. Sam, bez rodziców, pod opieką nieznanej mi rodziny, jechałem do babci Pauliny Koziak. Podróż trwała 4 dni i 5 nocy. W składzie pociągu znajdował się tylko jeden wagon pulmanowski, reszta to tzw. krowiaki. Pamiętam obraz ówczesnych Niemiec. Mijaliśmy statki zatopione w Renie. Z wody wystawały tylko kominy. Mijany kraj pokiereszowany był lejami po bombach.

Niedawno w towarzystwie żony, Krystyny Zębala – Gierek, odwiedziłem Zwartberg, który teraz jest dzielnicą miasta Genk. Kolonia, w której niegdyś mieszkaliśmy, niewiele się zmieniła. Nie ma już kopalni. Zniknęła hałda. Pozostała ta sama szkoła i kościół. Pozostały wspomnienia... Nie ma już w Zwartbergu emigrantów z Polski. Zastępowały ich fale kolejnych imigrantów najpierw z Włoch, później z Turcji, a aktualnie z byłej Jugosławii.

Do Polski

Adam Gierek jako student

Przyjechałem do Polski w 1947 roku, do Polski, w której na płotach, ścianach i stodołach widniały jeszcze charakterystyczne hasła „3 x Tak”, pokłosie referendum. Do kraju, w którym działały jeszcze bandy UPA, w którym rozpoczęła się „Akcja Wisła”.

Przyjechałem do Polski, w której po wyzwoleniu spod okupacji hitlerowskiej ludzie byli wielkimi optymistami. Co ciekawe, działo się tak mimo bardzo ciężkich warunków życia. Prąd elektryczny włączano na dwie, trzy godziny dziennie. Babcia domowym sposobem robiła mydło i piekła chleb.

Potem nadeszły lata 50. Zamieszkaliśmy z rodzicami w Katowicach. Rok chorowałem, leczono mnie w sanatorium w Istebnej. Przenieśliśmy się do Warszawy. Tam zdałem maturę i zacząłem studia na Politechnice Warszawskiej, na Wydziale Lotnictwa. Ojcu marzyło się, że zostanę kiedyś jakimś wielkim konstruktorem lotniczym. Stało się jednak inaczej, bo przeniosłem się na Politechnikę Gliwicką.

Przenosiny nie były proste. Tak się bowiem składa, że wielokrotnie moja linia życia przeplatała się ze znanymi wydarzeniami historycznymi. Tym razem, a był to rok 1957, Władysław Gomułka, ówczesny I sekretarz KC PZPR, zamknął czasopismo „Po Prostu”. To był polityczny błąd skutkujący masowymi studenckimi demonstracjami. Gdy chciałem załatwiać formalności w Gliwicach, okazało się, że cała Politechnika Warszawska jest zamknięta, a moich dokumentów nie ma. Dopiero ówczesny rektor Politechniki Śląskiej, prof. Stanisław Ochęduszko, krótko załatwił sprawę - „Ty idź się uczyć, a my załatwimy formalności”.

Poza granicami

Adam Gierek z rodziną

W 1961 roku, po ukończeniu Politechniki, pojechałem na pierwszą praktykę zagraniczną do NRD. Ze względu na znajomość języka niemieckiego zostałem szefem grupy studenckiej. Przez półtora miesiąca zajmowałem się przygotowywaniem namiaru metalurgicznego. Złom ładowaliśmy do przetopu w żeliwiaku. Dobrze pamiętam te czasy i pracujących ze mną ludzi. To były bardzo ciekawe postaci. Kiedyś to wszystko opiszę.

Przy powrocie z NRD znów mój życiorys przeciął się z historią. Podczas naszej praktyki zbudowano mur berliński i jeden z kolegów nie mógł już odwiedzić swojej ciotki mieszkającej w Berlinie Zachodnim.

Przez rok byłem młodszym asystentem w katedrze odlewnictwa. Mój szef, prof. Wacław Sakwa, wysłał mnie do Moskwy na stypendium naukowe. W Związku Radzieckim spędziłem trzy lata na aspiranturze (studiach doktoranckich). To była dla mnie wielka szkoła życia i nie tylko życia. Jak na ówczesne czasy tamtejsza wiedza z obszaru odlewnictwa, mechanizacji i automatyzacji była postawiona na bardzo wysokim poziomie. Praca naukowa w Moskwie, zdobyte tam doświadczenia, mocno wpłynęły na przyspieszenie mojej kariery zawodowej.

Przez kolejne trzy lata byłem adiunktem w Katedrze Odlewnictwa na Politechnice Śląskiej. Tam też, w 1968 roku habilitowałem się z zakresu odlewnictwa. We wspomnianym roku zaczęło się organizowanie w Katowicach najpierw Oddziału, a potem Wydziału Metalurgii, aktualnie Wydziału Inżynierii Materiałowej i Metalurgii.

Nadszedł rok 1980 rozpoczynający wielkie zmiany zarówno dla Polski, Politechniki, jak i dla mnie. W 1982 roku wyjechałem jako profesor-gość na parę lat do pracy naukowej w NRD. W sumie współpraca ta trwała 7 lat. Gdy doszło do zjednoczenia Niemiec, rektor uczelni w Dreźnie (Uniwersytet Techniczny) zaproponował mi pełny etat i trzypokojowe mieszkanie. Jednakże moja małżonka – Krystyna zaoponowała stanowczo: „Ja jestem Polką, chcę wracać do Polski”. Wróciliśmy. I dobrze się stało. Zostałem wychowany w takim przekonaniu, że to Polska jest miejscem, w którym powinienem żyć i pracować.

Polityka...

Wiosną 2001 roku zadzwonił do mnie pan Aleksander Małachowski, wybitny polityk i powszechnie uznawany autorytet moralny. Zaproponował, abym kandydował do Senatu z listy Unii Pracy - partii, której był honorowym przewodniczącym. Nie od razu się zdecydowałem, bo to był bardzo poważny krok życiowy. Mój ojciec, który jeszcze wtedy żył, wprawdzie nie miał nic przeciw temu, ale pamiętałem jego słowa: „Synu, nie angażuj się w politykę, to nie dla ciebie”. I tak naprawdę to w dalszym ciągu nie czuję się politykiem, szczególnie wtedy, gdy patrzę na tych kłócących się publicznie przedstawicieli naszego świata polityki.

Przez trzy lata byłem senatorem, pracując jednocześnie na uczelni. Kiedy nadeszły wybory do Parlamentu Europejskiego, długo szukano odpowiedniego kandydata na eurodeputowanego, ponieważ wówczas nie było zbyt wielu chętnych. Zgodziłem się kandydować. To było coś dla mnie. Po kilkudziesięciu latach wróciłem ponownie do Belgii.

Prof. Adam Gierek w Parlamencie Europejskim (Bruksela)

Od wyborów minęły cztery lata. Ten czas przeszedł mi nadzwyczaj szybko. Każdy tydzień pracy parlamentarnej mija mi jak jeden dzień. Mam świadomość tego, że uczestniczę w tworzeniu nowej historii Polski i Europy.

 

Praca w PE

17 września 2012   1. Spotkanie przygotowawcze komisji ITRE Spotkanie w całości poświę...
poniedziałek, 10 września 2012            ...
10 września 2012   1. Posiedzenie Grupy S&D (patrz agenda posiedzeń Grupy)   ...

Biuletyn PE

Wyniki unijnego szczytu pod lupą Problemy gospodarcze Europy znajdą się ponownie na pierwszym miej...
Bruksela, 07/06/2012   Pełna wersja Biuletyn   Porządek obrad Relacja z ses...
Bruksela, 16/05/2012     Briefing przed sesją BXL: w poniedziałki 11.00-11.30, Bru...

Komunikaty PE

Strasburg, 13/09/2012. Fotografie, filmy, poematy, które są chronione przez prawa autorskie, ...
Strasburg, 13/09/2012. Projektowane zasady nadzoru bankowego muszą być precyzyjne i zapewniać odpowi...
Strasburg, 13/09/2012. Sytuacja pod względem przestrzegania praw człowieka w Rosji dramatycznie się...
Strasburg, 12/09/2012. W czasie debaty po wystąpieniu Jose Manuela Barroso posłowie do Parlamentu E...